poniedziałek, 8 stycznia 2018

Zupa szczawiowa z ryżem. Wspomnienie znad Chańczy.

Najpopularniejszą odmianą szczawiu jest szczaw zwyczajny. To gatunek rośliny wieloletniej, pochodzi z rośliny rdestowatych i w naszym kraju występuje pospolicie. Rośnie na ogół na dziko i przez wielu ludzi jest zwyczajnie pomijany lub traktowany jako chwast. Wiosną i latem można ze szczawiu przygotowywać pyszne dania, sosy, sałatki, omlety, zupy. Szczaw idealnie komponuje się z rybami i mięsem (szczególnie z grilla).  Z liści szczawiu można zrobić także herbatę, która będzie działała leczniczo przy dolegliwościach wątroby i nerek. Naparem z kolei można płukać owrzodzoną jamę ustną, przemywać trudno gojące się rany czy czyraki. Liście szczawiu zawierają dużo kwasu szczawiowego (a dokładnie szczawian potasu jednowodny), który w nadmiarze jest szkodliwy dla zdrowia (wiąże się z wapniem tworząc nierozpuszczalny związek nieprzyswajalny przez organizm), jednak z drugiej strony szczaw ma znaczenie dietetyczne ze względu na dużą zawartość łatwo przyswajalnego żelaza, sporą dawkę witaminy C i karotenu, ale także witaminę A, witaminy z grupy B, magnez, krzem.
Szczaw niesłusznie okryty jest złą sławą, spożywany w granicach 50-100 gramów w potrawie uzupełnionej jajkiem czy śmietaną stanowi optymalną dawkę. Warto go zatem jeść w umiarze. Pobudza apetyt, jednocześnie pobudza trawienie, pomaga przy schorzeniach serca, usprawnia pracę wątroby oraz woreczka żółciowego, działa lekko moczopędnie i krwiotwórczo, hamuje rozwój drobnoustrojów. Nie powinny go spożywać osoby cierpiące na kamienie nerkowe i żółciowe (albo ze skłonnościami do tworzenia się kamieni), chorujące na reumatyzm, artretyzm czy z chorobami nerek.
Pierwszy raz, w takim wydaniu jak poniżej prezentuję, zupę szczawiową jadłam kilka lat temu, będąc w gościnie u fantastycznych ludzi, mieszkających w bardzo urokliwym miejscu nad Chańczą.
No i teraz trochę prywaty tytułem wstępu ;) Anitka, żona Tomka, świetnie gotuje (po prostu pysznie) i wiele Jej dań było dla mnie inspiracją. Kilka przepisów od Niej dostałam i dania powtórzyłam u siebie w domu. Tak było z rybą (przyrządzanej w porach i śmietanie), której zwolennikiem nie jestem, ale danie mi tak posmakowało, że robiłam je kilkukrotnie. Teraz pisząc ten post sobie o nim przypomniałam, i myślę, że będę musiała je w przyszłości znowu zrobić. Albo jest jeszcze lepsza wersja, będziemy musieli całą rodziną (czyli ja, mój mąż i nasze dzieci) wreszcie odwiedzić naszych przyjaciół (może w końcu się uda i nic nie stanie na przeszkodzie) i wówczas poproszę Anitkę, aby przygotowała dla nas rybę. Choć uwielbiam także chili con carne w Jej wydaniu, cudowny omlet ze szpinakiem, rosół i wiele innych dań. Nie mogę pominąć pysznej szarlotki, którą robi sam Tomi. Mniam!
Teraz, kiedy jest pora na świeży szczaw (zawsze zbieram w swoich okolicach, jakoś nigdy nie kupuję, tym bardziej szczawiu w słoiku) zupa szczawiowa to fantastyczna propozycja na wiosenny obiad. No a właśnie szczawiowa w wersji Anitki jest po prostu rewelacyjna. Choć przyznam szczerze, że moja nie wychodzi aż tak dobra. Chyba na ogół jest tak, że smakują nam potrawy czy dania u innych. Przynajmniej ja tak mam.  Zawsze można posmakować czegoś nowego, a nawet jeśli jest to jakaś klasyka, to każdy ma swoje przepisy i każdy gotuje we własnym stylu i na swój smak. I w tym tkwi cały sekret.
Zupa szczawiowa według przepisu Anitki była dla mnie odkryciem smakowym i wizualnym. A dlaczego? Ano dlatego, że to zupełnie inna wersja zupy, niż ta, którą ja gotowałam i którą gotowało się u mnie w rodzinnym domu. U nas szczawiowa była gotowana na ogół oddzielnie, bez ziemniaków pokrojonych w kostkę, jak w tradycyjnej zupie (choć zdarzało się niekiedy, że razem), podawana dopiero później z ugotowanymi, tłuczonymi ziemniakami i ewentualnie jajkiem na twardo. Jednak nigdy nie jadało się jej z ryżem. No a w takiej kombinacji jadłam u Anitki po raz pierwszy. Dodatkowo w mojej wersji zupa jest od razu zabielana śmietaną, zaprawiana dodatkowo surowym jajkiem, a liście szczawiu pływają w zupie. Kolor zupy jest jaśniutko zielony, a zupa jest delikatnie kwaskowata.
Natomiast zupa szczawiowa Anitki jest cała zielona, szpinak bowiem jest przesmażany na maśle, a kolejno blendowany lub przecierany przez sito. Zupa oprócz tego ma zdecydowanie kwaśniejszy szczawiowy smak. Jest po prostu pyszna! Oczywiście można ją zabielić, ale lepiej i ładniej wygląda podana z kleksem śmietany na samym środku albo z esami-floresami śmietany na powierzchni zupy.
Jedyny błąd - nie błąd, który popełniłam, to taki, że ryż ugotowałam w zupie. I o ile, szczawiową podajemy zaraz po ugotowaniu, to nie problem, o tyle, jeśli postoi w garnku, to ryż dodatkowo napęcznieje i wchłonie część zupy, która przez to stanie się gęstsza. Jeśli zupę gotujemy na dwa dni lub chcemy ją podać później niż tuż po przyrządzeniu, to dużo lepiej będzie ugotować ryż oddzielnie. Wówczas tuż przed podaniem dodamy go do zupy, w dodatku w takiej ilości, która nam odpowiada.
U mnie, w rodzinnym domu, jadało się także chłodną zupę szczawiową (idealne danie na letnie i upalne dni), podawaną w dużym kubku albo miseczce do popicia, do odsmażanych ziemniaków okraszonych skwarkami. Pyszne kulinarne wspomnienie! Myślę, że moja wersja zupy szczawiowej na blogu też się pojawi w przyszłości, jednak dziś poniżej prezentuję równie wyborną zupę szczawiową! Mówię Wam niebo w gębie.
Poniższy przepis na zupę szczawiową, choć zaczerpnięty od Anitki, nie jest wierną kopią Jej zupy. Wynika to chociażby z faktu, że tylko zasięgnęłam ogólnej porady i wskazówek, jak taką zupę ugotować. Anita nie podawała mi żadnych konkretnych proporcji. Udzieliła mi tylko informacji na temat poszczególnych etapów przyrządzania zupy. Myślę, że zarówno Ona, jak i ja gotujemy na tzw. oko i smak. Przyznam szczerze, że dopiero prowadzenie bloga zmobilizowało mnie do tego, bym skupiała i koncentrowała swoją uwagę na składnikach i proporcjach. I o ile w przypadku podawania przepisów na desery, w tym ciasta, nie mam z tym problemu, o tyle w przypadku zup, to już dla mnie wyższa szkoła jazdy. Staram się możliwie jak najlepiej podać ilość składników, gramaturę, pojemność itd. itp. jednak nie zawsze się da. I tak w przypadku szczawiowej zupy, mam kłopot z określeniem ilości zużytego szczawiu. Nie przyszło mi do głowy żeby zważyć dokładnie, jednak liczę na swój zmysł i wprawne oko i myślę, że było go podobnie (ciut więcej może) do ilości szpinaku w opakowaniu, który zwykle kupuję, więc w granicach 200-250 gram.

Przepis

Składniki:3 litry wywaru warzywnego lub mięsno-warzywnego
Bazę (czyli wywar do zupy szczawiowej) gotowałam na mięsie z indyka, a konkretnie na skrzydle indyczym
Składniki na wywar:1 skrzydło indycze
3 marchewki
1 pietruszka
Plaster selera (małego selera ¼)
Kawałek pora (według uznania)
2 liście laurowe
3 kulki ziela angielskiego
Kilka – kilkanaście kuleczek pieprzu czarnego
Sól, domowa vegeta (według gustu, do smaku; należy pamiętać, że pod koniec zupę zawsze można dosolić)
Szczypta cukru
Szczaw około 200-250 gram
2 torebki ryżu (200 gram)
2 łyżki masła
Jajka na twardo i śmietana do podania
Wykonanie:Warzywa umyć, obrać. Mięso (skrzydło indycze) umyć. Do zimnej wody (około 3 litry) włożyć mięso. Zagotować, zebrać ewentualne szumowiny. Dodać warzywa, ziele angielskie, pieprz w kulkach, sól i vegetę do smaku. Ugotować bulion/wywar mięsno warzywny. Gdy mięso i warzywa są miękkie, wybrać je z zupy, odłożyć na bok (warzywa można wykorzystać do zrobienia np. sałatki jarzynowej, a mięso z indyka zwyczajnie zjeść, a jeśli nie lubimy gotowanego, zawsze możemy zrobić do niego sos, albo wykorzystać do mięsnego farszu np. na pierogi czy krokiety). Umyty, przebrany szczaw, bez ogonków, podsmażyć chwilę na maśle, kolejno przetrzeć przez sito lub zblendować (by było łatwiej można dodać trochę bulionu). Ryż do zupy ugotować oddzielnie lub w wywarze (we wpisie wspominałam już o tym, jaka jest różnica), dodać przetarty szczaw. Doslić ewentualnie do smaku. Dodać szczyptę cukru (tak zawsze robi moja babcia, mówiąc, że to w potrawach harmonizuje i balansuje smaki). Na talerzu polać śmietaną (ja użyłam słodkiej, ale to kwestia gustu i tego, jak kwaśną szczawiową lubicie), podawać z jajkiem ugotowanym na twardo.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz